Przeżywany jubileusz 225-lecia powstania Diecezji Tarnowskiej jest okazją do głębszego studiowania diecezjalnego dziedzictwa pozostawionego nam przez historię. 

Tę wspaniałą budowlę duchowego dziedzictwa tworzyli swoim życiem wybitni ludzie,wśród których chcemy ukazać ciekawą postać duszpasterza księdza proboszcza Piotra Halaka i jego ucznia mjr Henryka Sucharskiego.
Jest to rok Jubileuszu naszej diecezji ale i 80 rocznica śmierci naszego wielkiego i świętego proboszcza ks. Piotra Halaka, 65. rocznica śmierci naszego wielkiego rodaka mjr Henryka Sucharskiego oraz 40 rocznica pobytu u nas metropolity krakowskiego kardynała Karola Wojtyły. 
Dlaczego Kardynał Karol Wojtyła do nas przyjechał ? 
Na pewno z powodu przeniesienia doczesnych szczątków majora Sucharskiego na Westerplatte ale i dlatego, że obaj byli wyjątkowi i święci, chciał nawiedzić ziemię na której pracował i która wydała te wielkie wzorce do naśladowania.
zdj-1
Ks. Dziekan, Proboszcz Piotr Halak
Piotr Halak urodził się 3 czerwca 1862 roku w Porębie Radlnej koło Tarnowa. 
W dniu 22 lipca 1886 r. otrzymał święcenia kapłańskie.
W 1907r. zostaje proboszczem zbuntowanej przez ludowców parafii Gręboszów. 
W parafii tej pracował do końca życia. Zmarł po ciężkiej chorobie w Tarnowie 17 listopada 1931r.Jego doczesne szczątki zostały złożone na cmentarzu parafialnym w Gręboszowie.
Oblicze duchowe człowieka, jego duchowość, jest owocem działania Boga, pracy wychowawczej rodziców i wychowawców, wpływu środowiska, w którym dany człowiek wyrasta i wreszcie – i to w dużym stopniu – owocem pracy nad sobą. 
Wyjątkowe miejsce w życiu ks. Piotra zajmowała Eucharystia. W promieniach Najświętszego Sakramentu szukał rozwiązania swoich sprawi parafian. Utajonemu Panu polecał wszystkie swoje sprawy kapłańskiego życia. Przed Najświętszym Sakramentem radził szukać rozwiązań życiowych, czy wyboru stanu. Był gorącym czcicielem Serca Pana Jezusa i zachęcał do niego całą parafię.
Żywe było również nabożeństwo ks. Halaka do Matki Bożej.Doświadczenie uczy, że czasy przywiązania do Matki Najświętszej były czasami rozkwitu życia religijnego, a czasy upadku kultu Maryi były czasami zaniku miłości Bożej. W miarę duchowego wzrastania ks. Halak utwierdzał się w umiłowaniu pokory, ducha ubóstwai pokuty.Ks. Piotr Halak nigdy się nie wywyższał, zawsze uważał się za tego kim był. Umiał patrzeć na siebie w prawdzie i dostrzegać w sobie braki, niedoskonałości, budzące się namiętności. Z pokorą je uznawał i wyznawał przed Bogiem, że jest grzesznikiem, zasługuje na karę, dostrzegał zmarnowane łaski. 
Nie pragnął ludzkich podziękowań, jeśli już one miały miejsce, to tak obracał rozmowę, by z tego wyszła chwała Boża, a nie jego zasługa.Ks. Piotr ukochał krzyż i szedł z nim ku Chrystusowi do końca życia. Jego życie było wypełnione modlitwą i umartwieniem, które prowadziły go ku świętobliwości, bo jak mówią ci, którzy go znali, więcej kochał bliźniego niż siebie samego, a najbardziej kochał Boga.

Ks. Piotr darzył swoją bezinteresowną miłością wszystkich ludzi, których napotykał w swoim życiu, niezależnie od tego czy byli to ludzie wykształceni czy prości, bogaci czy biedni.Szczególnie serdeczny był jego stosunek do dzieci. Bardzo kochał dziatwę szkolna, którą nie tylko uczył religii, lecz także prowadził często do kościoła, by wspólnie z nimi modlić się przed Najświętszym Sakramentem.Najbardziej widoczną cechą jego osobowości była świątobliwość.Jeden z parafian określił to bardzo prosto: „U niego wiara była życiem, a życie wiarą”. Ks. Biskup Wałęga obecny na uroczystości pogrzebowej powiedział: „Był perłą wśród duchowieństwa, stoimy u trumny świętego kapłana”. Niech jego orędownictwo w niebie wyjednuje nam dzisiejszym parafianom parafii Gręboszówwiele łask i pomoże spotkać się z nim w niebie.

Major Henryk Sucharski – gręboszowianin !

zdj-2MAJOR HENRYK SUCHARSKI
urodził się 12 listopada 1898 r. w Gręboszowie, jako piąte dziecko Stanisława i Agnieszki z Bojków. Miał pięciu braci i trzy siostry. Ojciec Stanisław był szewcem, ale człowiekiem światłym i zdolnym. Cieszył się autorytetem u mieszkańców wioski. Szacunek dla żołnierza i potrzebę służby dla Ojczyzny starał się przekazać synom, zwłaszcza Henrykowi i Romkowi.
Sucharscy mieszkali w drewnianej chatynce ze świerkowych, małociosanych okrąglaków połączonych gliną, poupychaną łodygami bobu, grochu i jęczmiennej słomy. Małe okna, wysoki próg i drzwi zamykane na skobel. 
A co wewnątrz?
"Pierwszą czynnością rodziców była ranna modlitwa. Ojciec śpiewał pieśni ze starej rodzinnej kantyczki. Żona, gotując śniadanie, wtórowała z cicha. Dzieci codziennie razem mówiły głośno pacierz. Szczególnej czci doznawała w tym domu Matka Boża". "W niedzielę cała rodzina szła do kościoła na Mszę i Nieszpory. Dla nas wiara i kościół były chlebem, bez którego nie mogliśmy żyć".
Henio rozpoczął naukę, w miejscowej szkółce ludowej. Religii uczył go miejscowy proboszcz, ks. Piotr Halak. W czasie choroby chłopca ksiądz w domu modlił się o zdrowie dla Henia.
Henio wyzdrowiał, a to przeżycie wpłynęło na jego dalszą religijność. Był pracowity, dobry i zdolny. Wyróżniał się w szkole niedzielnej. Ksiądz Halak, widząc zdolności chłopca, pomagał rodzicom kształcić Henia. Ojciec wozem zawiózł go do Tarnowa do II Gimnazjum.
29 czerwca 1914 r. padły strzały w Sarajewie, rozpoczęła się I wojna światowa. Ksiądz proboszcz miał nadzieję, że Henryk wstąpi do seminarium. Był nawet rok w tzw. małym seminarium,
ale ciągnęło go wojsko. W listopadzie 1917 r. Henryk zdał tzw. maturę wojenną z taką opinią: "Jest to uczeń celujący. Żaden z przedmiotów nie sprawiał mu trudności... Młodzieniec grzeczny, koleżeński, głęboko religijny i etycznie wysoko stojący". Został pobrany do wojska austriackiego, odesłany na front włoski, zachorował na malarię.
Po trzech miesiącach wcielono go do Wojska Polskiego. Służył w Cieszynie, w Wilnie. Jako porucznik 20. pułku, walczył z Armią Czerwoną pod Bobrujskiem, Mołodecznem i Połockiem.
Pod Lwowem zebrał rozproszone oddziały i uderzył na konnicę Budionnego. Od tego momentu rozpoczęła się polska ofensywa. Za to otrzymał pułkownik Sucharski Krzyż Virtuti Militari
i dwukrotnie Krzyż Walecznych.
Generał Sikorski odznaczył go Srebrnym Krzyżem Kawalerskim Orderu Wojennego Virtuti Militari, z numerem 495.

W 1921 r. postanowił Sucharski zostać oficerem zawodowym.

W 1928 r. awansuje na kapitana. Wyróżnia się w kadrze oficerskiej Szkoły Podchorążych w Ostrowii Mazowieckiej. Gdy minister poprosił komendanta szkoły o kandydata na eksponowaną placówkę w Wolnym Mieście Gdańsku, wybór padł na kapitana Sucharskiego. Stąd już wkrótce nominacja na komendanta Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte i awans do stopnia majora (1938 r.).

Major był dumny ze swego chłopskiego pochodzenia.
Do końca swych dni był wiernym synem swej rodzinnej wsi. Półwysep Westerplatte od 1924 r. był w użytkowaniu Polski. Obszar około 60 ha był Wojskową Składnicą Tranzytową. Gdańsk był zhitleryzowany. Wszyscy wiedzieli, że "tu padnie pierwszy strzał wojny". Załoga Westerplatte liczyła 207 osób. Nazywano ich "załogą śmierci".Major bardzo dbał o swoich żołnierzy.
Kapelan wspomina:
"Wieczór wigilijny spędził major z żołnierzami. Po wieczerzy poszedł z opłatkiem do żołnierzy na posterunkach. Życzył im wesołych świąt". Major wyniósł to z domu rodzinnego. Był człowiekiem dojrzałej wiary. Kochał Matkę Bożą. Nosił przy sobie i odmawiał Różaniec. Codziennie odmawiał modlitwę ranną i wieczorną. Często przystępował do Komunii Świętej. Nie rozstawał się ze swoim modlitewnikiem. Żołnierze mieli do niego całkowite zaufanie. Wymagał od nich, ale był też dla nich wzorem dyscypliny i żołnierskiego honoru.
Latem 1939 r. w skład kadry oficerskiej wchodzili:
mjr Henryk Sucharski, kpt. Franciszek Dąbrowski i por. Leon Pająk. Prowokowali ich Niemcy. Major mówił do żołnierzy: "My, Polacy, nie oddamy pierwszego strzału, ale zaręczam, że wasz ostatni strzał nie będzie ostatni w walce o wolność naszego kraju". Rankiem 25 sierpnia 1939 r. wpłynął do kanału portowego szkolny okręt niemieckiej marynarki wojennej - "Schleswig-Holstein".
Pod pokładem pancernika była ukryta 225-osobowa kompania szturmowa. Okręt dysponował potężną artylerią. Wszystko wskazywało na rychły wybuch wojny. Major powiedział:
"Jeśli do 29 sierpnia pancernik opuści Gdańsk, będzie na razie spokój. Jeśli nie, to...". Pancernik został. Był to koń trojański w tej wojnie.

Przewidywano w polskich władzach wojskowych 12 godzin obrony Westerplatte. "Pamiętajcie, nie dajcie się zaskoczyć. Jeśli wytrzymacie 12 godzin, to... całą załogę ozłocimy".

Sucharski modlił się całą noc z 31 sierpnia na 1 września.

W piątek 1 września nad ranem w ciszy padł pojedynczy strzał z pistoletu, tzw. korekcyjny. Godzina "0" wybiła. Jak widmo wynurzył się z mgły pancernik. Alarm na wszystkich stanowiskach.

Gdy padły dwa pierwsze strzały, była godzina 4.45. Wojna!

Załoga podjęła obronę. "Tej polskiej placówki nie można oddać za żadną cenę!" To brzmiało jak wyrok śmierci. Aż za taką cenę?

2 września - "piekielna muzyka" artylerii, ostrzeliwanie z budynków, z których widać było Westerplatte jak na dłoni. Nieudana próba zdobycia przez oddziały piechoty.

Zdenerwowanie Niemców. Cisza i nalot bombowców. "Wybuch za wybuchem. Zdawało się, że całe Westerplatte z dymem unosi się w górę". Są zabici. Piekło na ziemi. "... gdy przyszło ginąć latem,
prosto do nieba czwórkami szli żołnierze z Westerplatte". Wszyscy żywi chcieli walczyć z coraz większą zaciętością.

3 września - Anglia i Francja wypowiedziały
Niemcom wojnę. Nadzieja!

4 września - bez przerwy bombardowanie.
Przybywa rannych.
5 wrześni a - oblężenie się zamyka.
Niemcy liczą na wyczerpanie walczących.
6 wrześni a - nie słabnie ogień artylerii.
"Spełniliśmy obowiązek z nawiązką!"
Grodecki krzyknął: "Musimy walczyć!"
(Wskazując na krzyż wiszący na piersi majora.)
"A to pana nie obowiązuje!?".
Och, ta Polska!
7 w r z e ś n i a - zamilkły kolejne punkty obrony.
Decyzję o kapitulacji musi podjąć Major sam.
"Dziękuję wam, żołnierze, za spełniony obowiązek.
Módlmy się za poległych".
Biała flaga.
Godzina 10.00 - żołnierze nie chcieli uwierzyć.
Płakali. Niszczyli broń.
"Jeszcze się Polsce przydacie!"

Sucharski z podoficerem i strzelcem poszli do generała Eberhardta jako emisariusze. Sucharski - mimo doskonałej znajomości niemieckiego - - mówił po polsku. Przez tłumacza otrzymuje od Niemców gratulacje, uznanie i szacunek. Zrobił na nich niezwykłe wrażenie. Wymarsz. Oficerowie, żołnierze, ranni. Niemcy wyrażają podziw. Major otrzymuje swoją szablę"z prawem noszenia jej w niewoli".

Po kapitulacji Niemcy szukali schronów. Nie mogli się nadziwić, że oni, odsłonięci, tak długo się bronili. Kiedy Sucharski z załogą odjeżdżali autobusami do Gdańska, niemieccy żołnierze oddali im honory wojskowe. Przesłuchania, obozy, stalagi: Prabuty, Hohenstein.

W Choszczynie przebywało ponad dwa i pół tysiąca polskich oficerów. Organizowali modlitwę, odczyty, zajęcia. Sucharski wymagał, aby zachowali godność wobec zniewolenia. Ożywił się duch modlitwy prywatnej i zbiorowej. Major codziennie przychodził do kaplicy, służył do Mszy św., przystępował do Komunii Świętej, modlił się na różańcu i ze swej książeczki.

Zbliża się ofensywa radziecka. 28 stycznia 1945 r. opuszczają obóz. Idą. Dokąd? Mróz. Major złamał rękę. Nie chcą go operować. Założyli gips. Zagnieździły się pluskwy. Major był zagłodzony, wyniszczony, cierpiał. Myślał o śmierci. "Pragnął dożyć końca wojny i spocząć na polskiej ziemi, gdzieś w pobliżu Westerplatte".

W Lubece wyzwoliła ich armia Montgomery'ego.

W lipcu 1945 r. Sucharski wstąpił do II Korpusu Polskiego. Był dowódcą batalionu. "Chłopcy, źle wybraliście. Ja z wami długo nie pobędę. ...Czy wiecie, że w mojej rodzinnej wsi na łąkach kwitnie teraz złotogłów? Tam jest moje miejsce". W San Spirito koło Bośni spotkał się z Leonem Pająkiem. Choroba niszczyła organizm Majora. 19 sierpnia 1946 r. został przewieziony do szpitala w Neapolu. Umierał. Modlił się i prosił ten wielki Żołnierz: "Oby mnie tylko pochowali w kraju, choćby na najuboższym wiejskim cmentarzu, ale w Polsce. Ach, ta Polska! Piękne są kwiaty w słonecznej Italii, ale bez duszy. Czy wiecie, jak pachnie macierzanka? Ja wiem. To już długo nie potrwa. To jest woreczek z zasuszonymi kwiatami i odrobiną ziemi z grobu mego ojca. Proszę mi łożyćto do trumny...". Zmarł 30 sierpnia 1946 r. o godz. 9.00. Pochowany został 1 września na Casamassima.

25 lat trwała walka o spełnienie woli Henryka Sucharskiego. Ksiądz Jan Merta załatwił ekshumację. Prochy zostały złożone do urny. 27 sierpnia samolot PLL LOT przywiózł je do Warszawy.

Pilot przed wylądowaniem w Gdańsku zrobił rundę honorową nad Westerplatte. Urnę przewieziono do koszar, a potem wystawiono w dworku Artusa. Tysiące ludzi oddało hołd bohaterowi z Westerplatte.

1 września 1971 r. prochy majora Henryka Sucharskiego spoczęły na Westerplatte. Leon Pająk złożył swemu dowódcy ostatni raport: "Westerplatte jest znowu polskie!...". Polski orzeł osłania prochy Majora.

Wielki Ty jesteś, Panie Majorze! Ty to jesteś KTOŚ!
Przy tym grobie 12 czerwca 1987 r., stanął Papież - Polak.
Papież Jan Paweł II, teraz już błogosławiony, do nas mówił tak:

Wiemy, że tu, na Westerplatte, grupa młodych Polaków pod dowództwem majora Sucharskiego trwała ze szlachetnym uporem, podejmując nierówną walkę z najeźdźcą, walkę bohaterską. Pozostali w pamięci jako wymowny symbol. Trzeba, aby ten symbol wciąż przemawiał do coraz nowych ludzi i pokoleń Polaków.

Każdy z Was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte... Jakąś słuszną sprawę, o którą trzeba walczyć, jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować.

Wreszcie jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić.

Ach, Ty trudna Polsko!

14 listopada 1971 roku Gręboszów godz. 15.00

Dzień 14 listopada 1971 roku był dla wierzących diecezji tarnowskiej żywym przypomnieniem wielkiego syna ziemi gręboszowskiej, a równocześnie powodem do dumy i dniem patriotycznych refleksji. W tym dniu w Gręboszowie w rodzinnej parafii majora Sucharskiego odbyło się główne nabożeństwo żałobne z udziałem Ks. Kardynała Karola Wojtyły z Krakowa, Ordynariusza Tarnowskiego Jerzego Ablewicza, biskupa Piotra Bednarczyka, dużej ilości księży i wiernych. Ksiądz Kardynał dokonał poświęcenia epitafiów ku czci majora Sucharskiego i jego duchowego ojca ks. Piotra Halaka.

Należy dodać, że dzień 14 listopada 1971r. w całej diecezji tarnowskiej był dniem modlitw za tych, którzy oddali życie w obronie Ojczyzny.

Biskup Ordynariusz tarnowski poświęcił w tej sprawie specjalny list pasterski.

Na epitafium Sucharskiego czytamy: „ Majorowi Henrykowi Sucharskiemu, bohaterskiemu obrońcy Westerplatte, wiernemu synowi Kościoła i Ojczyzny, duchowemu spadkobiercy ks. Piotra Halaka, ur. 12. XI. 1898 r. w Gręboszowie, zm. 30 VIII. 1946 r. w Neapolu. W 25rocznice śmierci w roku przeniesienia jego prochów do kraju – parafianie gręboszowscy”. 

Epitafium zawiera popiersie z brązu, wokół najważniejsze sceny z obrony Westerplatte.

Epitafium poświęcone ks. Halakowi głosi: „Niezapomnianemu Proboszczowi – Księdzu Piotrowi Halakowi - Diecezjalnemu Dyrektorowi Unii Apostolskiej Kapłanów – Dziekanowi Dąbrowskiemu – Krzewicielowi czci Jezusa Eucharystycznego i Matki Bożej, Ojcu ubogich – Opiekunowi i Wychowawcy młodzieży, ur. 3. VI. 1862 r.w Porębie Radlnej–zm.w opinii świętości 17.XI. 1931 r. – w 40 rocznicę śmierci – wdzięczni parafianie gręboszowscy”.

Ksiądz proboszcz Stanisław Kurek witając przewielebnych gości powiedział: „Najprzewielebniejszy Eminencjo Księże Kardynale Metropolito Krakowski, Najczcigodniejszy Ekscelencjo Włodarzu naszej diecezji tarnowskiej, wielce czcigodni księża prałaci, dziekani, pracownicy na niwie bożej, bracia kapłani, drodzy parafianie gręboszowscy i wszyscy tutaj biorący udział w tej uroczystości!

Celem życia każdego człowieka na ziemi jest zyskanie po tym życiu na ziemi szczęśliwości wiecznej, lecz tego nie osiągniemy bez pomocy bożej - Łaski Bożej. W tym roku mieliśmy wiele sposobności specjalnie w naszej diecezji wiele jej otrzymać. Pierwszą taką sposobnością była obchodzona w naszej diecezji 150-letnia rocznica założenia Seminarium Duchownego w Tarnowie i ten budynek tak licznie był odwiedzany i przypominał wszystkim, że tutaj przygotowują się do swej służby duszpasterskiej przyszli kapłani, nasi pośrednicy na drodzedo zbawienia, bo taka jest już ekonomia boża i takich przygotowała wielu kapłanów prawdziwej pobożności - świętości. Między nimi był ich św. pamięci ks. Piotr Halak — proboszcz gręboszowski, a od jego śmierci upływa 

w listopadzie w tym roku już 40 lat, a umarł jak to jest zaznaczone w księgach metrykalnych in odore sanctitatis, w opinii świętości. Pracował tutaj lata, przeorał całą parafię tak, że z owoców jego gorliwej pracy korzystają jego tutaj następcy. Wielu parafian patrząc na jego życie świątobliwe naśladowało Go i byli katolikami wierzącymi i praktykującymi. 
Do takich należał i mjr Henryk Sucharski, którego prochy zostały sprowadzone z Neapolu i pochowane na Westerplatte. Tak, jak 150-lecie istnienia Seminarium Duchownego 
w Tarnowie uświetnił swoją obecnością sam Jego Eminencja Ksiądz Kardynał Metropolita Krakowski, tak i teraz uczynił w Gręboszowie, gdzie przybył wraz z gospodarzem naszej diecezji Księdzem Biskupem Ordynariuszem. Ośmielam się jak najserdeczniej Go powitać imieniem całej parafii gręboszowskiej i wszystkich, którzy są obecni na tych uroczystościach i podziękować Mu,
że podjął się tego wysiłku po podróży z Rzymu. Postać śp. ks. Halaka była już znana naszemu ks. bp. Ordynariuszowi, gdy bowiem przybył po raz pierwszy do Gręboszowa z okazji pogrzebu śp. ks. Mamulskiego, to przybył tutaj, aby na grobieks. Halaka pomodlić się i prosić Go o opiekę swej Diecezji Tarnowskiej, a potem przy każdej sposobności wspominać w swoich listach duszpasterskich, 
przemówieniach łącząc jego życie świątobliwe z postacią mjr Sucharskiego, Jego duchowego wychowanka, co także uczynił w swym dzisiejszym liście, który został odczytany po wszystkich kościołach naszej diecezji. Na te uroczystości poświęcenia tablic pamiątkowych dla ks.Halaka i majora Sucharskiego przybyli liczni, którzy mieli zaszczyt znać ks. Halaka, czy to pracować tutaj, jako jego współpracownicy, czy jego wychowankowie. Niewielu już ich pozostało przy życiu. Nie przybył także śp. Ks. Jan Jarosz z Kars rodem, ostatnio pracował, jako misjonarz w Brazylii. Jakim byt to dobrze zostało o nim napisane w gazecie tamtejszej: „Człowiek szlachetny, szermierz Chrystusowy, jedną ręką opary o ołtarz — wypraszał błogosławieństwo Boże dla wiernych, a drugą budował, kładąc cegłę po cegle z wielkim i trudem Kościół Boży". Jak wspomniałem na początku, że diecezja tarnowska miała w tym roku wiele sposobności otrzymania więcej pomocy bożej do zbawienia. I dzisiejsza uroczystość w Gręboszowie ma nas pobudzić do życia godnego dobrego katolika i to tam, gdzie nas Opatrzność Boża postawiła. Mamy dwóch ludzi — ks. Piotra Halaka i major Sucharskiego. Pragniemy ich dzisiaj uczcić przez poświęcenie tablic pamiątkowych i umieścić je w kościele. Jest chwalebne, powinniśmy ich naśladować. A w jaki sposób? Dla nas kapłanów niech wzorem będzie śp. Ks. Piotr Halak, byśmy byli wszyscy byli kapłanami według Serca Jezusowego i odpowiednie postanowienia sobie uczyńmy. Wszyscy zaś niech naśladują śp. majora ucharskiego. Był dzielnym żołnierzem. My chyba tutaj nie będziemy walczyć z wrogami naszej Ojczyzny, lecz powinniśmy walczyć — z wrogami naszego wiecznego zbawienia na każdy dzień tak jak to czynił Major Sucharski, który szukał pomocydo wykonywania swoich obowiązków w modlitwie zwłaszcza do Matki Najświętszej. Dałby to Dobry Jezus za przyczyną Matki Bożej.

Po poświęceniu epitafiów została odprawiona wigilia za zmarłych, po której Kardynał Karol Wojtyła celebrował Mszę św.

Przewielebnych gości powitały też dzieci naszej parafii: Basia Kalafarska i Bożena Sokół. Mimo iż był to listopad i w kościelebyło zimno, były ubrane w stroje krakowskie, nauczyły się paru słów na powitanie Kardynała Wojtyły i biskupa Jerzego Ablewicza zTarnowa. Mimo, że dzieci troszkę zmarzły, to bardzo cieszyły się, że mogły uczestniczyć w powitaniu. Kardynałowi Wojtyle bardzo spodobało się to szczere powitanie, a słowa tego tekstu zechciał wziąć ze sobą.

Tekst powitania:

Basia Kalafarska:

Prawda Eminencjo?
Że nie ważne wiersze,
że nie ważny tekst.
Trzeba by witanie
było jak najszczersze
a nasze właśnie takie jest.

Jest takie proste jak dzieciak mały
a duże jak Gręboszów cały.
Bo żeśmy wszyscy tu się zebrali,

duzi i mali
by Cię gorącym sercem powitać,
by Ci należną oddać cześć.

Bożena Sokół:

O Ekscelencjo nasz ukochany,
znów przybyłeś
by razem z nami radosne przeżywać chwile.
Witamy mile.
By Ci osłodzić trud i zmęczenie, takie składamy
Ci zobowiązanie.

To nasze przyrzeczenie
że się na pewno doczekasz

chwili, że tacy będziemy
jak majorHenryk Sucharski
i tacy jak ks. dziekan Piotr Halak. 
Następnie witali przewielebnych Gości Janina Kochanek i Józef Obartuch.

Najważniejszą częścią uroczystości gręboszowskich była Msza święta pontyfikalna ks. kardynała Karola Wojtyły.

Biskup Ordynariusz Jerzy Ablewicz wygłosił homilię poświęconą pamięci mjr Sucharskiego i ks. Halaka. 

Słowa Ps. 136,5-6: „Jeślibym cię zapomniał Jeruzalem, niech zapomniana będzie prawica moja. Niech przyschnie język mój do podniebienia mego, jeślibym na cię nie wspomniał, jeślibym nie położył Jerozolimy na początku mego wesela” – posłużyły za motto do przemówienia w którym nakreślił sylwetkę człowieka, „który nie zapomniał o Ojczyźnie i honorze Polaka, bo nie zapomniał o kościele i honorze katolika”.
Ksiądz Biskup stwierdził dobitnie: „ Wychowany na nadwiślańskiej ziemi, nigdy o niej nie zapomniał. Wędrował twardymi drogami przez drogę polską, niemiecką, włoską. Potrafił jej bronić z bezprzykładnym męstwem i poświęceniem. On wytrwał na tej placówce nie 12 godzin, ale 7 dni, dopóki mu nie zabrakło broni i chleba. Zasłużył przez to na miano „Lwow Westerplatte. Po 25 latach spoczął na polskiej ziemi, bo mu się to należało. Nasz major był nie tylko żołnierzem polskim – to był żołnierz Chrystusa. Był katolikiem i miał swójhonor – nie tylko polski, ale katolicki”. 
Ksiądz Biskup zakończył akcentem patriotycznym: „Te tablice były obowiązkiem sprawiedliwości ufundować. Oni wspólnie patrzyli na niebieską Ojczyznę. Nie wolno nam zapomnieć o tych, którzy naszą świetlaną, polską rzeczywistość – budowali w oparciu o kości złożone w ofierze”.
Na koniec uroczystości przemówił Ksiądz Kardynał Karol Wojtyła. Zwrócił on uwagę na ogromny wpływ wychowawczy Kościoła, którego nauka i zasady etyczne leżą u podstaw bohaterstwa wielu synów naszego narodu oraz wezwał młode pokolenie do wzorowania się na wielkich przykładach mjr Sucharskiego i księdza proboszcza Halaka. Przemówienie miało przede wszystkim aspekt praktyczny. Ukazał także więź tych dwóch postaci, wyciągając konkretne wnioski: „Te dwie postaci Opatrzność Boża związała przed dziesiątkami lat. Opromienieni blaskiem swego życia na naszej ziemi, blaskiem wielkich zasług i heroicznego męstwa. To wspomnienie, to sięganie w przeszłość jest związane z jakąś nauką dla nas, którzy dziś żyjemy. Świadcz nam te postacie o głębokim związku jaki zachodzi między posługą kapłana, a życiem świeckiego. I to życie świeckiego jest takżeapostolstwem. Odczytujemy w tych kartach świadectwo dawane Chrystusowi. My jesteśmy pokoleniem, które Opatrzność Boża wezwała do dawania świadectwa Chrystusowi. Żąda tego świadectwa Chrystus od wszystkich. Uczy nas to wspomnienie jak wiele znaczy funkcja wychowawcza Kościoła, nauka religii i moralności chrześcijańskiej. Popatrzcie – spod troskliwego, ojcowskiego, duszpasterskiego serca kapłanów wychodzą bohaterowie, świetlane charaktery. 
Z przeszłości wydobywamy wielkie światła, wielkie prawdy, wielkiedrogowskazy – abyśmy ich nie pogubili, aby one nie pogasły.”

Uroczystość została zakończona śpiewem: „Boże coś Polskę". Na tej uroczystości zgromadziło się bardzo dużo parafian oraz ludzi z sąsiednich parafii, wraz z całymi rodzinami. Kościół nie pomieścił wiernych.

 

Konto parafii

BANK SPÓŁDZIELCZY Dąbrowa Tarnowska ODDZIAŁ GRĘBOSZÓW
NR 96 9462 1013 2004 4000 0866 0001

­