Dzieciństwo

Ksiądz Władysław Deszcz przyszedł na świat w dniu 9 stycz­nia 1915 r. W Pittsfield Massachusetts w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, gdzie rodzice wyjechali „za chlebem" przed rokiem 1914. Rodzice Maria (Marianna) Kowal, c. Michała i Katarzyny Mosio i Stanis­ław Deszcz, s. Michała i Anny z d. Skut-nik, pochodzą z Ujścia Jezuickiego.

Trudno powiedzieć co skłoniło Ma­rię Kowal i Stanisława Deszcz do emi­gracji - do Ameryki. Ożywiona emi­gracja „za chlebem" daje im szansę na lepsze warunki do założenia rodziny.

W Stanach Zjednoczonych Ame­ryki sakramentalny związek  Marii (Ma­rianny) Kowal i Stanisława Deszcz po­błogosławił w dniu 2 lutego 1914r. W Pittsfield ks. Victor Żarek. Pierwsze dziecko, syn Władysław, rodzi się w styczniu 1915 r. Niebawem przycho­dzą na świat kolejne dzieci: Jan i Hele­na.

„Z nieznanego powodu (prawdopodobnie z obawy przed szalejącą w tym czacie w Ameryce grypą zwaną „hiszpanką”) Maria Deszcz wróciła z dziećmi do kraju we wrześniu 1920 roku.

Władysła­w miał wtedy pięć lat, Helena 3 a Jan 2 lata. Najpierw zamieszkują w Ujściu Jezuickim u rodziców, ale niebawem przenoszą się do Wietrzychowic, gdzie kupili od barona Konopki z Brnia k. Dąbrowy Tarnowskiej kilka morgów pola. Nadto udało się im okazyjnie za­kupić w okolicy świeżo wybudowany drewniany dom, w którym wkrótce za­mieszkują i w ten sposób stają się oby­watelami tutejszej społeczności. Mama zajmuje się domem, dziećmi i gospo­darstwem, a ojciec jest nadal w Amery­ce. Wkrótce po jego przyjeździe przycho­dzi na świat Kasia, najmłodsza siostra Władysława.

W Wietrzychowicach ks. Władys­ław zaczyna swój start życiowy. Tu uczęszcza do czteroklasowej szkoły podstawowej zwanej szkołą powszech­ną - dwuklasową. Uczęszcza bardzo pilnie w porównaniu do swych rówieśników, o czym świadczą listy obecności ucz­niów z tych lat. Jest bardzo dobrym dzieckiem i jednym z najlepiej uczą­cych się uczniów. Tu z bratem Janem zostają przyjęci do grona ministrantów, a pobożna ma­ma troszczy się, aby nie zaniedbywali swych obowiązków kościelnych. W większe święta prowadzi dzieci do Miechowic Wielkich do Ochronki

Sióstr Służebniczek Bogarodzicy Dzie­wicy Niepokalanie Poczętej, Służeb­niczek Dębickich, które organizują przedstawienia. W Wietrzychowicach Władysław kończy szkołę jako wzorowy uczeń.

Warto przytoczyć wspomnienia brata ks. Władzia doktora Jana charak­teryzujące ich etap życia na wsi w okre­sie dziecięcym i młodości. „Ten etap mojego życia pozostawił w pamięci obraz pogodnego równego krajobrazu. Rozległych łanów wielo­rakich upraw ziemniaków, kukurydzy, tytoniu, pszenicy, które dostarczała urodzajna ziemia. Obraz ten ze wzru­szeniem przywołuję często. Równie często wracają wspomnienia osób i układów międzyosobowych tego okre­su, które oceniam jako przykładne. Panowała tu symbioza między rol­nikami, często też pracującymi jako ko­wale, cieśle, murarze, między Żydami (głównie handlarzami) i Cyganami, garncarzami i bednarzami. Wszyscy używali imion własnych lub określano ich według działalności np. „gęsiarz" to handlarz drobiem, skupujący skóry „skórcorz" lub zwykle kowal czy koło­dziej.

Domy sąsiadowały naprzemien­nie, Żydzi najbliżej placu kościelnego, życzliwie pozdrawiali spacerującego z brewiarzem proboszcza Jakuba Opokę.

Wzajemna usłużność, życzliwość tworzyła klimat pokoju i bezpieczeń­stwa, którego wspomnienie stale wzru­sza. Dzieciństwo spędziłem w wsi spo­kojnej, wsi szczęśliwej”.

(Dom Rodziny Deszczów znajduje się z dala od drogi głównej z Wietrzy­chowic do Sikorzyc i Tarnowa, po pra­wej stronie, wśród pól chłopskich.)

Ks. Władysław po ukończeniu szkoły powszechnej rozpoczyna dalszą naukę w I Gimnazjum im. Kazimierza Brodzińskiego w Tarnowie. W nowej społeczności miejskiej zyskuje uznanie jako uczeń odpowiedzialny i sumienny. W pierwszych latach nauki otrzymuje w większości oceny dobre, a w klasach starszych oceny bardzo dobre. Jest wy­różniającym się uczniem.

W 1933 r. kończy gimnazjum i zdobywa świadectwo dojrzałości, posiada średnie wykształcenie, a matu­ra otwiera mu drogę do dalszych stu­diów.

Jest zdyscyplinowany i zdecydo­wany co do dalszej swojej drogi życio­wej. Wierny ideałom wpojonym przez mamę i odziedziczonych od praojców idzie za głosem sumienia by służyć Bo­gu i człowiekowi jako kapłan, sługa Bo­ga i ludzi.

Jako dalszą drogę życia wybiera studia w pobliskim gmachu uczelnia­nym, w Wyższym Seminarium Du­chownym w Tarnowie. Ta decyzja sprawia mamie wielką radość.

Podobnie jak i wcześniej tak i tu spotyka wspaniałych nauczycieli i wy­chowawców. Pasterzem diecezji tar­nowskiej jest, w tym czasie, ks. Biskup Franciszek Lisowski, który pragnie kontynuować dzieło swojego poprzed­nika biskupa Leona Wałęgi.

Prymicje odprawia w parafii p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Wietrzychowicach w dniu 3 lipca 1938r. Na obrazku prymicyjnym umieszcza słowa: „Serce Jezusa wzo­rze Serca kapłańskiego, uczyń me ser­ce według serca Twego. Pamiątka Pry­micji z prośbą o modlitwę Ks. Wła­dysław Deszcz. Wietrzychowice, dnia 3 lipca 1938 r." Proboszczem parafii jest ks. Jakub Opoka ur. w Tęgoborzu, a wikariuszami są ks. Józef Basara (od 1936r.) i Józef Rokita (od 1937r.).

Po otrzymaniu święceń kapłańskich zostaje wikariuszem w Nowym Sączu, gdzie swoją gorliwością kapłańską w konfesjonale, na ambonie i w szkole, zyskuje sza­cunek, uznanie i miłość parafian . Dzieci podobno nazywały go „kocha­nym księdzem Włodziem". Wśród wiernych uważany jest za „ogromnego patriotę". Na majowym nabożeństwie w 1941r. wygłasza kazanie o świętych polskich, choć przestrzegają go naj­bliżsi o obecności donosicieli w koście­le. Po Komunii św. dzieci zawsze od­mawia modlitwę za Ojczyznę. Ceni go ks. Proboszcz infułat Ro­man Mazur. Ofiarowuje mu pamiątki. Na jednej z nich widnieje napis: „Uko­chanemu ks. Władysławowi na wspomnienie naszych duszpasterskich zgryzów i radości. Ks. Roman Mazur".

Ksiądz Władysław bierze udział w ruchu oporu wraz z bratem Janem i siostrą Heleną w placówce „Wacławia", gminy Wietrzychowice. W dniu 2 lipca 1941r. ks. Władys­ław Deszcz zostaje aresztowany wraz z dwoma kapłanami: ks. Józefem Bardelem i Tadeuszem Kaczmarczykiem oraz mieszkańcami ziemi sądeckiej, jako zakładnik, ale nigdy go nie przesłuchiwano.

Po kilku dniach aresztowania księ­ży ks. infułat Mazur w towarzystwie Ludwika Szarka, przybywa do komen­danta gestapo i w poczuciu swej miłoś­ci do podwładnych mu księży oświad­czył: „ofiaruję swoje życie, a wypuśćcie mi na wolność młodych księży Kacz­marczyka i Deszcza".

W więzieniu ks. W. Deszcz jest dla współbraci więźniów prawdziwym oj­cem duchowym. Służy im jako spo­wiednik, modli się z nimi i podnosi na duchu.

W przeddzień egzekucji, tj. 20 sier­pnia 194lr. ks. Kaczmarczyk napisał: „jutro tj. 21 o godzinie 5 rano będzie­my rozstrzelani. Jest nas 25 jesteśmy zupełnie spokojni i tego spokoju życzę i Wam razem z księdzem Władziem [Deszczem]. Widocznie to potrzebne jest naszej ukochanej Polsce, a u tronu Boga będziemy się modlić za Wami. Przebaczamy wszystkim i prosimy o modlitwę, jeżeli w czym uchybiliśmy, przepraszamy i pozdrawiamy wszyst­kich parafian".

Warto jeszcze dodać, że po dzień dzisiejszy istnieje przekaz o rozstrzela­niu ks. Władysława Deszcza, jako ostat­niego z zakładników. Daje to dowód niezwykłej osobowości ks. Władysła­wa, który nie bał się śmierci, ale miał odwagę patrzeć na śmierć znanych so­bie księży i wielu zacnych sądeczan, co więcej z wiarą ich błogosławił na śmierć krzyżykiem.

Przed wejściem na plac straceń w Nowym Sączu- Biegonicach widniej napis: „Zginęli, abyśmy mogli żyć".

W dniu 21 sierpnia 1941r. w Bie­gonicach rozstrzelano 44 osoby. Zi­dentyfikowano 32 nazwiska. Wśród pomordowanych znaleźli się m.in.: ks. Józef Bardel - proboszcz parafii w Trze-trzewinie, ks. Władysław Deszcz i ks. Tadeusz Kaczmarczyk - katecheci z pa­rafii św. Małgorzaty w Nowym Sączu.

Rano 21 sierpnia 1941r. na roz­kaz komendanta Hamanna załadowa­no na trzy ciężarówki skutych więź­niów i wywieziono ich w kierunku Biegonic (wieś koło Nowego Sącza), do­kładnie na miejsce urwiska pod Ce­gielnią, gdzie nastąpiła egzekucja. Naoczny świadek, jeden z robotników cegielni nazwiskiem Zawiślak Sta­nisław, ukryty w krzakach powiedział, że „przywiezionych więźniów na miej­sce stracenia wysadzono wszystkich z ciężarówek i rozkutych rozstrzeliwa­no pojedynczo. Rozpoznałem ks. Kaczmarczyka, ks. Deszcza i jeszcze jednego starszego księdza. Był to ks. Józef Bardel z Trzetrzewiny. Poznałem też Barbackiego malarza, Furmanka, Żyda Klaftra, rzeźnika z ulicy Wę­gierskiej (Kaduk). Ks. Deszcz widocznie prosił przed egzekucją komendanta egzekucji by go rozstrzelano jako ostat­niego, bo błogosławił do ostatka swo­ich towarzyszy kaźni, trzymając w ręku coś co oznaczało krzyżyk zrobiony z czegoś [chleba]". Zawiślak Stanisław stwierdził, że to na pewno ks. Deszcz, który został rozstrzelany na końcu egzekucji jako ostatni.

Ks. Władysław Deszcz był niezwykłym kapłanem, wielkim patriotą, człowiekiem o sercu pełnym miłości Boga i człowieka. W czasach II woj­ny światowej głosił płomienne kazania, nie bał się mówić o umiłowaniu Ojczyz­ny, pomagać Żydom i wielu rodakom uniknięcia transportu do III Rzeszy i śmierci. Całe swoje życie podporządkował zasadzie: „wszelkie dobra zostawimy na tej ziemi, ale miłość i patriotyzm pozosta­ną w pamięci żywych jako wyraz duszy oddanej Bogu i Ojczyźnie. Miłość i ofiara to cenny skarb dla historii”.

Konto parafii

BANK SPÓŁDZIELCZY Dąbrowa Tarnowska ODDZIAŁ GRĘBOSZÓW
NR 96 9462 1013 2004 4000 0866 0001

­